Blog

.: agroturystyczne atrakcje :.

Data dodania: 13.06.2017

Jakby nie patrzeć, mieszkam w takim rejonie Polski, gdzie największymi walorami są te krajobrazowe. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób stara się zarabiać na przyciąganiu turystów i właśnie do nich kieruje biznesową ofertę. Niemal jak grzyby po deszczu powstają kwatery agroturystyczne, pola paintball’owe, restauracyjki z lokalnymi przysmakami i bary z przekąskami typu fast food, wypożyczalnie rowerów i kajaków. W zależności od zasobności portfela każdy znajdzie coś dla siebie, a Roztocze wita wszystkich, którzy chcą spędzić czas na świeżym powietrzu.
Jako że zbliża się koniec roku szkolnego, moi uczniowie wzięli sprawy w swoje ręce i zorganizowali spływ kajakowy. Tu pozwolę sobie na małą dygresję: jako wychowawca i nauczyciel przedsiębiorczości wychodzę z założenia, że to młodzież powinna wykazywać inicjatywę związaną z pozalekcyjną aktywnością. Uważam, że nastolatki są świetne w planowaniu i przeprowadzaniu różnych ciekawych przedsięwzięć – wystarczy wspomnieć, że 1 czerwca w Zamościu Młodzieżowa Rada Miasta zorganizowała akcję bicia rekordu Polski w ilości osób tańczących popularną „begijkę”. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania, czego dowodem może być ten film. 

Stąd właśnie moje podejście do wyjazdów i wycieczek – jeśli zorganizujecie, na pewno pojedziemy. Oczywiście zawsze czuwam nad tym, aby plany, szczególnie te finansowe, były realne oraz by całe przedsięwzięcie było bezpieczne dla uczestników.  A zatem moi wychowankowie wybrali trasę, zorientowali się jakie obowiązują ceny i jaką zniżkę można utargować dla grupy,  policzyli, że sporo zaoszczędzą, jeśli produkty na ognisko zakupią samodzielnie w sklepie spożywczym, a firmie zapłacą jedynie za rozniecenie ognia… Z pomocą sekretariatu szkoły wynajęliśmy autokar, który dowiózł nas na miejsce i popłynęliśmy. Muszę przyznać, że tę trasę przemierzałam już kilkakrotnie – jest niezwykle malownicza, a przy tym bezpieczna nawet dla początkujących kajakarzy. Nic to, że zawsze zdarza się załoga, która każdy zakręt pokonuje metodą od brzegu do brzegu i tyłem w najbardziej newralgicznym momencie! Rzeka jest na tyle płytka, że wywrotka skutkuje jedynie zamoczeniem sobie siedzenia, a skoro trochę mniej absorbują mnie sprawy czuwania nad bezpieczeństwem, spokojnie mogę porozglądać się po okolicy. Od mojej ostatniej bytności w tym miejscu minęły pewnie trzy lata i muszę przyznać, że zmieniło się niemal wszystko. Poprzednio płynęliśmy niemal w całkowitej dziczy – wyjście z kajaka na brzeg graniczyło z cudem, brzegi nie były umocnione, a „cywilizacja” w postaci pomostów, ułatwiających wsiadanie i wysiadanie, była obecna jedynie na początku i końcu odcinka. O toaletach można było tylko pomarzyć… Teraz miła niespodzianka – ci którym niespieszno do mety mogą mile spędzić czas w kilku nadrzecznych barach, zachęcających do odpoczynku wystawionymi na słoneczko leżakami, zadaszonymi stołami oraz niezbyt skomplikowanym menu. Wyjście „za potrzebą” nie oznacza już poszukiwania ustronnego miejsca gdzieś na łące, można skorzystać z dosyć zadbanych szalecików. Ci, którzy potrzebują bardziej ekstremalnych doznań mogą dobić do brzegu przy parku linowym i zająć się rozrywkami typowymi dla tego typu miejsc. Ceny nie są symboliczne, ale również niezbyt wygórowane – ot, na przeciętną kieszeń. Trzeba przyznać, że przedsiębiorczość i inicjatywa mieszkańców jest naprawdę imponująca, a przy tym właściciele są niezwykle elastyczni i starają się odpowiadać na zapotrzebowania klientów. Bardzo sprawnie zorganizowane są również kajakowe wypożyczalnie – posiadają naprawdę doby sprzęt i to w dużej ilości. Po krótkim przeszkoleniu, zaopatrzeniu w kapoki i ewentualnie nietnące  beczułki na cenne przedmioty takie jak portfele czy telefony komórkowe, klienci są usadzani w kajakach i mogą rozpoczynać wodną przygodę. Rzeka podzielona jest na kilka kolejnych odcinków – spływ można rozpocząć i zakończyć w dowolnej bazie, a zatrudniony personel nie tylko zabierze sprzęt, ale również dowiezie wszystkich chętnych do miejsca zaparkowania samochodu. Ci, którzy chcą, po zakończeniu spływu mogą rozpalić ognisko, upiec kiełbaski i miło spędzić czas. Bardziej wymagający udadzą się do restauracji serwujących dania regionalne lub świeże ryby. Co ciekawe, właścicielami tych placówek również są mieszkańcy okolicznych wsi – nie dotarł tu jeszcze kapitał z wielkich miast. Taka przedsiębiorczość też ma swoje uroki, i co więcej – zmienia się z roku na rok.
(kaga)

Komentarze ():

Partnerzy Olimpiady Przedsiębiorczości